Pin It

Wysoki odsetek cięć cesarskich, nacięć krocza, porodów indukowanych czy porodów stymulowanych – najnowszy raport Fundacji Rodzić po Ludzku udowadnia, że poród fizjologiczny w Polsce jest znacznie zmedykalizowany.

W Polsce ponad 99% dzieci przychodzi na świat w szpitalach. Fundacja Rodzić po Ludzku postanowiła dokładnie sprawdzić, w jakich warunkach rodzą się polskie dzieci i jak wygląda aktualna sytuacja w opiece okołoporodowej. Na podstawie informacji zebranych od 367 szpitali i oddziałów położniczych przygotowano raport prezentujący stopień zmedykalizowania porodów w Polsce. Monitoring był prowadzony w drugiej połowie 2016 roku na podstawie danych z 2015 roku. Pozwolił on określić, jak w kwestii medykalizacji porodu Polska wypada na tle innych krajów na świecie. Raport prezentuje też w jakim stopniu realizowany jest standard opieki okołoporodowej obowiązujący od 2012 roku. Wyniki te nie są optymistyczne i wskazują na to, że standard w wielu miejscach nie jest wdrożony i respektowany.

Polecamy: Poród naturalny a poród drogami natury – czym się różnią?

Rutynowe interwencje

– W raporcie zostały uwzględnione wszystkie obszary medykalizacji porodu – od wkłucia wenflonu, przebicia pęcherza płodowego, stymulacji porodu poprzez oksytocynę, po cesarskie cięcie – mówi Iwona Adamska-Sala z Fundacji Rodzić po Ludzku, współautorka raportu.

Najbardziej zatrważające dane dotyczą cesarskiego cięcia. Odsetek cesarskich cięć wynosi 43% i jest znacznie wyższy od zalecanego przez WHO poziomu 10%. Pod tym względem Polska plasuje się na jednym z ostatnich miejsc w Europie. Wskazuje to na postępujący proces medykalizacji.

– Na tle innych państw to najbardziej rażące dane. W innych krajach odsetek cesarskiego cięcia jest trzy-, czterokrotnie mniejszy. Liczba cesarskich cięć w Polsce drastycznie rośnie z roku na rok – mówi Iwona Adamska-Sala i wskazuje przy tym, że część szpitali nie zbiera informacji, które cięcia są planowane, a które nagłe.

Nie lepiej jest w kwestii nacięcia krocza czy stymulacji oksytocyną. W porównaniu z większością krajów Europy w Polsce odsetek porodów z nacięciem krocza jest bardzo wysoki (50%) i od lat utrzymuje się na tym poziomie. Tymczasem międzynarodowe zalecenia mówią, że nacięcie krocza nie powinno być rutynową procedurą, co potwierdzają wyniki badań potwierdzające negatywne konsekwencje tej interwencji (sprawdź tutaj). W polskich szpitalach w celu stymulacji porodu rutynowo podaje się też oksytocynę – dotyczy to 87% szpitali. Wyniki badań pokazują, że podanie oksytocyny w celu stymulacji akcji skurczowej zwiększa odsetek cesarskich cięć, porodów ze znieczuleniem zewnątrzoponowym i gorączki śródporodowej u rodzących (tutaj dowiedz się więcej na ten temat).

W Polsce prawie dwa razy częściej niż w innych krajach prowadzi się porody indukowane (19%). Tymczasem stanowisko WHO mówi, że: „nie powinno się wywoływać porodów dla wygody. W żadnym rejonie geograficznym odsetek takich porodów nie powinien przekraczać 10%”. Interwencja ta wiąże się z większym prawdopodobieństwem wystąpienia  m.in. bardziej bolesnych skurczy, konieczności podania znieczulenia zewnątrzoponowego lub przeprowadzenia porodu zabiegowego.

Fundacja przeanalizowała również dane dotyczące warunków, w jakich rodzą polskie mamy.

W ponad połowie szpitali kobiety wciąż rodzą na wielołóżkowym trakcie porodowym lub w wieloosobowych salach, które są gorzej wyposażone niż sale jednoosobowe. W 49% placówek wszystkie porody odbywają się w salach jednoosobowych. Mimo że sal jednoosobowych jest mniej, odbywa się w nich ponad połowa porodów w Polsce (55%).

– Okazuje się, że w szpitalach, które dysponują salami jednoosobowymi, gdzie jest zapewniona większa intymność, jest mniejsza liczba cięć cesarskich niż w szpitalach, gdzie kobiety rodzą w salach wieloosobowych – mówi Iwona Adamska-Sala.

Fundacja przyjrzała się też danym związanym z metodami łagodzenia bólu. Z deklaracji szpitali wynika, że wszędzie dostępne są niefarmakologiczne metody łagodzenia bólu. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku dostępu do metod farmakologicznych. Spośród tych metod najbardziej rozpowszechniona jest analgezja wziewna – jest dostępna w 84% szpitali, znieczulenie zewnątrzoponowe w 49%, a petydyna w 30%. Deklaracje dotyczące dostępności nie pokrywają się jednak  z rzeczywistym wykorzystaniem tych metod. Z danych statystycznych podanych przez placówki dla 2015 r. wynika, że tylko w 51% porodów wykorzystano metody wziewne, w 40% znieczulenie dolędźwiowe, a w 13% petydynę.

Dostępność znieczulenia zewnątrzoponowego jest różna w zależności od stopnia referencyjności szpitala – mogą z niego skorzystać kobiety w 83% szpitali, które mają oddział położniczy z III stopniem referencyjności i jedynie w 36% z I stopniem referencyjności (sprawdź, o co chodzi). Podstawową przyczyną niedostępności znieczulenia jest brak anestezjologów.

– W województwach, w których jest mniejsza dostępność znieczulenia zewnątrzoponowego jest większa liczba cięć cesarskich – zauważa Iwona Adamska-Sala.

Znieczulenie najmniej dostępne jest w województwie podkarpackim (36%), które jednocześnie ma najwyższy w Polsce odsetek cesarskich cięć. Podobna sytuacja wygląda w województwie zachodniopomorskim (dostęp do znieczulenia wynosi 43%).

W Polskich szpitalach często stosuje się też ciągły zapis KTG (tylko 13% szpitali deklaruje, że w czasie fizjologicznego porodu zapis KTG jest prowadzony rzadziej niż co dwie godziny). Ciągły zapis KTG wiąże się też z koniecznością leżenia. W 9% placówek kobieta cały czas leży na łóżku porodowym i jest podłączona do KTG.

Większość kobiet rodzi na łóżku porodowym w pozycji na boku (62%) i na plecach (60%). Tymczasem liczne badania podają, że pozycje horyzontalne utrudniają przebieg porodu, stąd zaleca się, by rodzono w pozycjach wertykalnych (dowiedz się więcej na ten temat).

Z zebranych danych wynika także, że jedynie 32% szpitali przestrzega prawa do nieprzerwanego, dwugodzinnego kontaktu „skóra do skóry”. Najczęściej jest on zakłócany przez ważenie, mierzenie i ubieranie noworodka.

Spośród pozytywnych zmian można wskazać na kwestę towarzyszenia kobiecie rodzącej przez bliską osobę. Jest to już powszechna praktyka, a szpitale zaprzestały pobierać opłaty za obecność osoby towarzyszącej. Personel szpitalny bardziej pozytywnie podchodzi też do planu porodu. Aż 54% placówek zadeklarowało, że przy przyjęciu do szpitala wymaga od kobiety pokazania planu porodu.

Samodzielność położnych

Zebrane dane pozwoliły tez na wysnucie wniosków, że kompetencje położnych są wykorzystywane w niedostatecznym stopniu. Według prawa położne mogą samodzielnie sprawować opiekę nad kobietą w czasie fizjologicznej ciąży, fizjologicznego porodu i połogu. Z zebranych danych wynika, że rola położnej w opiece nad kobietą w czasie fizjologicznego porodu jest ograniczana, a praca kontrolowana przez lekarza. Lekarz bierze udział we wszystkich porodach, nawet przebiegających fizjologicznie i tych, które mogłyby być samodzielnie prowadzone przez położne. Zdaniem Fundacji niesamodzielność położnych i oddanie pola lekarzom (którzy są przygotowani do radzenia sobie z patologiami) jest prawdopodobnie jednym z czynników tak silnie zmedykalizowanego porodu i wysokiego odsetka cesarskich cięć.

Szpitalne statystyki

Jak przyznaje Iwona Adamska-Sala, dużą trudność zbierania informacji stanowił brak precyzji w podawaniu przez szpitale danych statystycznych. Jak się okazuje, wiele szpitali nie prowadzi podstawowych statystyk.

– Szpitale często nie wiedzą, np. jak często w danej placówce nacina się krocze czy przebija pęcherz płodowy. Pomimo że pytaliśmy o konkretne dane liczbowe, często podawano wartości procentowe lub dane w przybliżeniu, np. „ok. 50%”, „ok. 4”. W ankietach często pojawiało się „brak danych”, „nie wiemy” – mówi Iwona Adamska-Sala.

Część szpitali w ogóle nie udostępniła swoich danych. W związku z tym toczy się 7 spraw w sądzie.

Sprawdź jeszcze: (Nie)jawność (nie) sprzyja zdrowiu. Co mają do ukrycia placówki położnicze?

Konieczne zmiany

Fundacja Rodzić po Ludzku zwraca uwagę, że konieczne jest wdrożenie działań prowadzących do zahamowania niekorzystnych trendów i obniżenia odsetka cesarskich cięć. Jak zaznacza, placówki powinny być systematycznie monitorowane przez jednostki nadrzędne (Ministerstwo Zdrowia, Konsultanci Medyczni) pod kątem realizowania standardu opieki okołoporodowej. Fundacja wyraża też obawy, że likwidacja tych standardów cofnie opiekę okołoporodową do czasów, gdzie opieka była oparta na rutynie i wygodzie, co odczują szczególnie matki i dzieci.

Polecamy: „To potężny krok wstecz” – Joanna Pietrusiewicz z Fundacji Rodzić po Ludzku o obecnej sytuacji w opiece okołoporodowej (wywiad)

Raport „Medykalizacja porodu w Polsce. Raport z monitoringu oddziałów położniczych” jest dostępny tutaj.


Źródło: Fundacja Rodzić po Ludzku

Jeśli uważasz ten artykuł za przydatny, podziel się nim z innymi.
Pin It
Pozostań też z nami w kontakcie:
- Polub nasz fanpage na Facebooku, a będziesz na bieżąco z najnowszymi artykułami i ciekawostkami ze świata parentingu
- Śledź nas na Instagramie. Znajdziesz tam ciekawe akcesoria dla dzieci, wartościowe książki i relacje z miejsc, w których bywamy :)
- Zapisz się do naszego newslettera. Jako pierwsza/pierwszy otrzymasz dostęp do najnowszych artykułów, konkursów i różnorodnych bonusów.